top-2
 

Witaj, Drogi Gościu, na stronie Mieczysławy!

Nie walczy ona mieczem, ani nie szuka ludzkiej sławy, jednak prowadzi walkę duchową, i to ze wszystkich swoich sił. Aby walczyć o Królestwo Boże, trzeba Boga coraz lepiej poznawać i coraz goręcej miłować. Kto raz wejdzie na tę drogę, przeżywa coś w rodzaju życiowej przygody.

I o tej właśnie swojej "przygodzie z Bogiem" chcę tu opowiadać. Ci, którzy towarzyszyli mi dotychczas na mojej drodze, zachęcili mnie, bym przybliżyła ją innym. Ale tym, który wyraźnie domagał się ode mnie otwarcia tej strony w internecie, był... sam Pan Jezus!

- Jak to możliwe? - zapewne zapytasz...

- Jestem głęboko przekonana, że gdyby nie On, nasz Pan, i Jego słowa skierowane do mnie, nigdy byśmy się nie spotkali. Na wołanie Pana Jezusa odpowiedziałam bez namysłu: "Oto jestem. Mów, Panie, bo sługa Twój słucha". I tak zaczęła się ta moja życiowa uświęcona przygoda...

Czy w naszych czasach można rzeczywiście usłyszeć Jego wołanie? Czy wszyscy mogą...?

– Nie wiem czy wszyscy, mnie jednak jest to dane, i wierzę, że otrzymałam w ten sposób wielką Łaskę, z której korzystają także inni ludzie, nawet kapłani.

Na dalszych stronach podam niektóre z tych odpowiedzi. Pan Bóg mówi do kogo chce i kiedy chce. Nie rozgłaszam tego na dachach, ani nie udzielam wywiadów. I mówię tym osobom, co chcą słuchać (zawsze byli wierzący i niewierzący, ale ci co wierzą i chcą słuchać, bardzo dużo korzystają z tych łask Bożych). Pytam Pana Jezusa zgodnie z ich prośbami i otrzymują odpowiedzi, które są wskazówkami w ich życiu.

Pan Jezus mówi często: „Nawracajcie się, bo mało czasu na to zostało”. Jest to właściwie rdzeń przekazów, które Pan rozwija, dodając szczegóły.

Przeważnie pytają Pana ludzie o przyszłość, o wybór drogi życia, o zdrowie, proszą o pomoc w podjęciu decyzji. Pan Jezus najczęściej im odpowiada, choć nie zawsze jest to odpowiedź po ich myśli – zgodna z ich oczekiwaniami – ponieważ ludzie chcieliby, aby Pan Jezus dopasował odpowiedź do ich planów.

Czy sama kieruję się tym „głosem”?

O tak. Najpierw, oczywiście, zaczęłam pytać Pana Jezusa o swoje własne sprawy i starałam się jak najściślej dostosować do Jego wymagań, Jego odpowiedzi.

Czy właściwie je odczytuję?

Nigdy mnie ten „głos” nie zawiódł. Wprost przeciwnie: gdy raz go zlekceważyłam, obróciło się to przeciwko mnie. Na przykład bez zapytania Pana Jezusa o zdanie kupiłam mieszkanie, a gdy usłyszałam Jego zdecydowane „Nie!!!”, było już za późno na wycofanie się z umowy. Teraz mam z tym wielki problem.

Czy nie ulegam ułudom szatańskim?

Pan Jezus mówi do mnie przeważnie podczas modlitwy porannej. Że to naprawdę jest Pan Jezus a nie zły duch wiem po tym, że w moim sercu jest niebiański pokój; także treść przekazu na to wskazuje.

Od kiedy korzystam z łaski tych spotkań z Panem...?

Od chwili, gdy po odpowiednim przygotowaniu dokonałam aktu całkowitego oddania się Jemu.

Pan Bóg zawsze był dla mnie najważniejszy. Po różnych „grzeszkach” młodości od razu wracałam do Niego. Szczególną czcią otaczałam Matkę Bożą i Jej wszystko zawierzałam. Zawsze uważałam, że jako kobieta ma czułe serce i może dużo łask wyprosić u Pana Boga.

W Ameryce, do której przybyłam w poszukiwaniu pracy, od początku żyłam skromnie, zauroczona jej pięknem i bogactwem oraz otoczona życzliwymi ludźmi. Pracowite tygodnie przedzielane były Mszą świętą niedzielną oraz (czasami) rozrywką w formie zabaw sobotnich czy festynów niedzielnych. Byłam najzupełniej pewna, że to Panu Bogu wystarczy. Świat się kręcił wokół mojej osoby, byłam otwarta na różne przygody, w ramach przyzwoitości jakie niesie ze sobą życie.

Ponieważ sama nie bardzo wiedziałam, jak wyprostować swoje ścieżki życiowe, a nawet niezbyt chciało mi się o tym myśleć, wkroczył do akcji sam Pan Bóg… Teraz to opiszę.

Kilka lat temu podjęłam pracę opiekunki do starszej osoby. I właśnie w tym bardzo religijnym domu Pan Jezus ukształtował mnie według Swojej woli, ponieważ odpowiedziałam TAK na Jego zawołanie: „Pójdź za Mną”. W tym domu z pięknego wizerunku Pana Jezusa została wystrzelona strzała miłości prosto w moje serce. Było to cudownie fizycznie odczuwalne, kojące i bolesne zarazem.

W następnym miejscu pracy miałam dużo czasu na rozmyślanie nad swoim dotychczasowym życiem. Ja, zagubiona owieczka, miotałam się ze swoimi problemami. Pan Jezus sam wskazał mi drogę: mam wszystko oddać i zawierzyć Jemu. Podczas bardzo dokładnego przygotowywania się do tego aktu zawierzenia korzystałam z książki ks. Adama Skwarczyńskiego „W Szkole Krzyża”.

Po trzech miesiącach rozmyślania i rozważania „za” i „przeciw” stwierdziłam, że mam tylko jednego Przyjaciela, który mnie nigdy nie zawiódł. Dlatego to w dniu moich urodzin 23 kwietnia 2003 roku w kościele na Mszy świętej złożyłam uroczyste ślubowanie: przyrzekłam Panu Jezusowi miłość, wierność i czystość do końca życia. Odtąd Pan przemieniał moje serce systematycznie każdego dnia, a ja zakochałam się w Nim wprost nieprzytomnie. Ten mój akt oddania Bożemu Przyjacielowi pociągnął za sobą następne cudowne wydarzenia, które dalej opiszę.

Czy to uczyniło mnie „godną” otrzymania łaski spotkań z Panem?

Absolutnie nie! Widzę dookoła siebie wiele osób godniejszych ode mnie. Czuję się niegodną jakiejkolwiek łaski. Wiem, że Bóg wybiera sobie dla swoich własnych celów tych których chce, często dzieci lub osoby lekceważone przez otoczenie. Mnie powiedział: „Podobasz mi się, bo masz duszę dziecka”...

Czy oprócz słów i myśli, które otrzymywałam od Pana Jezusa, otrzymałam łaskę innych spotkań z Nim?

Rzeczywiście takie bywały i mogę je nawet nazwać „wizjami” – towarzyszyło im raczej posługiwanie się wzrokiem duszy niż ciała.

Pierwsze i jedyne spotkanie z Panem Jezusem żywym było w kościele św. Jana de Brebeuf w Niles podczas Mszy św., opisałam je w artykule w „Panoramie”. Oczyma duszy wiele razy widziałam Pana Jezusa. Widzieć oczyma duszy jest tak samo, jakby widziało się oczyma ciała. Zresztą oba sposoby widzenia mogą występować jednocześnie: obraz widziany oczyma duszy nakłada się na to, co oglądam oczyma ciała. Przeważnie widzę dwa różne obrazy jednocześnie.

Słyszę też głos – odbieram go sercem, a potem przekazywany jest do umysłu, co pozwala na zapamiętanie wszystkich szczegółów. Rozróżniam też ton i rodzaj głosu. Moja pierwsza reakcja na wizję jest taka, jakby to było zjawisko naturalne. Zapatrzona, nawet nie myślę o niczym innym tylko o wizji i uczestniczę w niej. Wizja jest tak cudownie wkomponowana w rzeczywistość materialną, że uczestniczę w dwóch wydarzeniach jednocześnie.

Coś więcej o sobie...? Czy to konieczne?

Życiorysy bywają podobne i wcale tak wiele nie mówią o człowieku. Moja sytuacja życiowa da się zamknąć w kilku zdaniach. Podejmuję temat duchowy, więc moja osoba powinna zejść na dalszy plan.

Jestem szczęśliwą matką czworga dzieci i sześciorga wnucząt. Do Ameryki przyjechałam w 1997 roku i od razu wpadłam w wir atmosfery amerykańsko-chicagowskiej. Chociaż wszystko mi imponowało i zadziwiało – wszystko takie inne, wielkie, bogate i łatwo dostępne – o rodzinie nigdy nie zapomniałam. Za Bożą pomocą wszyscy w Ameryce byli z mojej rodziny...

Po udzieleniu powyższych wyjaśnień mogę teraz zachęcić Cię, Drogi Gościu, do zapoznawania się ze słowami Pana Jezusa, skierowanymi do Ludu Bożego. Czasami będą im towarzyszyć moje własne refleksje. Trudniejsze fragmenty Orędzia mogą być wyjaśniane przez kapłana.

Kto chciałby nawiązać ze mną kontakt e-mailowy, może posłużyć się następującym adresem:

echopanajezusa@gmail.com




CHWALA I CZESC JEZUSOWI CHRYSTUSOWI KROLOWI POLSKI